Dawno nie było notki z cyklu "Kobieta w masce", więc dzisiaj po raz kolejny nadrabiam. Tym bardziej że w zeszłym tygodniu dotarła do mnie przesyłka od L'biotica z tytułową maską w środku.
Jestem ogromną fanką wszelkiego rodzaju masek w płatach, dlatego ta nie musiała czekać zbyt długo na testy. Producent obiecuje nam rozświetlenie i wygładzenie dzięki zawartości aktywnego złota. Brzmi co najmniej luksusowo:)
Kartonik zawiera saszetkę z cudowną zawartością, ale ale... czemu ona taka mała?
Zaskoczył mnie fakt, że zamiast jednego płata wyciągnęłam dwa i to złożone na pół. Pomyślałam, że dzięki temu łatwiej będzie mi dopasować maskę do twarzy - błąd. Niestety najwyraźniej nie jest ona przeznaczona dla osób z tak dużą twarzą jak moja. Otwory są za małe i źle rozmieszczone przez co trudno jest maskę nałożyć i utrzymać w miejscu. Sprawy nie ułatwia też fakt, iż jest ona niesamowicie delikatna. Złotą warstwę umieszczoną na płótnie bardzo łatwo jest uszkodzić paznokciami. Dodatkowo zwija się, gniecie i skręca. Przydałaby się druga osoba do jej nakładania, zdecydowanie.
Samo działanie oceniam bardzo pozytywnie - po 30 minutach z maską skóra była miękka, nawilżona i wypoczęta. Nie widziałam już potrzeby nakładania kremu na noc, a rano obudziłam się z cera w zadowalającym mnie stanie.
Na koniec tradycyjna fotka cyknieta w trakcie zabiegu - czyli uwaga!!! Oleśka straszy:)
Ciao!!!
Jestem ogromną fanką wszelkiego rodzaju masek w płatach, dlatego ta nie musiała czekać zbyt długo na testy. Producent obiecuje nam rozświetlenie i wygładzenie dzięki zawartości aktywnego złota. Brzmi co najmniej luksusowo:)
Kartonik zawiera saszetkę z cudowną zawartością, ale ale... czemu ona taka mała?
Zaskoczył mnie fakt, że zamiast jednego płata wyciągnęłam dwa i to złożone na pół. Pomyślałam, że dzięki temu łatwiej będzie mi dopasować maskę do twarzy - błąd. Niestety najwyraźniej nie jest ona przeznaczona dla osób z tak dużą twarzą jak moja. Otwory są za małe i źle rozmieszczone przez co trudno jest maskę nałożyć i utrzymać w miejscu. Sprawy nie ułatwia też fakt, iż jest ona niesamowicie delikatna. Złotą warstwę umieszczoną na płótnie bardzo łatwo jest uszkodzić paznokciami. Dodatkowo zwija się, gniecie i skręca. Przydałaby się druga osoba do jej nakładania, zdecydowanie.
Samo działanie oceniam bardzo pozytywnie - po 30 minutach z maską skóra była miękka, nawilżona i wypoczęta. Nie widziałam już potrzeby nakładania kremu na noc, a rano obudziłam się z cera w zadowalającym mnie stanie.
Na koniec tradycyjna fotka cyknieta w trakcie zabiegu - czyli uwaga!!! Oleśka straszy:)
Ciao!!!