Ta seria na moim blogu to już mała tradycja, dlatego bardzo ucieszył
mnie widok kolejnej papierowej maseczki do przetestowania w giftach ze
spotkania blogerek w Częstochowie.
W przypadku maseczki z Etre Belle zdecydowanie brakuje mi
jakiejkolwiek informacji po polsku –dobrze, że na odwrocie mamy chociaż notatkę
po angielsku. Z założenia miałam
nadzieję, że maska nie będzie różniła się od tych, które do tej pory używałam.
Opakowanie zawiera jedną sztukę papierowej maski solidnie nasączonej
dobroczynnym płynem. Tylko, czy naprawdę jest dobroczynny?
Niestety nie tym razem. Już po 5 minutach byłam zmuszona
zdjąć maskę z twarzy, bo czułam pieczenie nie do wytrzymania. Znam maski, które
na początku mają taki efekt, ale zwykle szybko znikał. W tym wypadku z każdą
chwilą było coraz gorzej… Obawiałam się, że po jej zdjęciu zastanę masakrę.
Oczywiście miałam zaczerwienioną skórę, ale na szczęście szybko doszła do siebie.
Jednak zdecydowanie nie będę próbować drugi raz.
Najbardziej w tym wszystkim zaskoczyła, a raczej zszokowała
mnie cena. Akurat tej konkretnej na stronie http://etrebelle.pl/
nie znalazłam, ale inne tego typu kosztują od 80 do nawet 140 zł. Chyba jednak
podziekuję…








