Dokładnie tydzień temu miałam urodziny, o czym już wiecie.
Dzisiaj natomiast odwiedziłam pocztę, bo pozostawione w skrzynce awiza sztuk
dwa sygnalizowały, ze coś czeka na odbiór. Pomimo, że nic nie zamawiałam, to
spodziewałam się co to jest, a raczej od kogo. Zawartość przesyłek miała być
niespodzianką no i była.
Prezent urodzinowy nr 1 od beauty-labyrinth czyli mojej
kochanej Ciszki:*. Jeśli w następnej edycji BlogBoxa weźmie udział i na nią traficie, to
możecie być pewne, że będziecie miały najładniej zapakowane pudełko z
wszystkich. Zresztą same zobaczcie jak ona to pakuje:
Oczywiście jest to moja nieudolna próba odtworzenia tego jak
prezent wyglądał pierwotnie, ale mam nadzieję, że mniej więcej ogarniecie
temat;)
W środku znalazło się bolerko w przeeeecudownym turkusowym
kolorze, który uwielbiam.
Do bolerka dołaczona była też urodzinowa kartka, ale jaka to
jest kartka! Kocia! Widzieliscie kiedyś coś takiego? Ja padłam!
Ciszka, dziękuję Ci jeszcze raz!!! Ty wiesz:*
Drugi kartonik przebył troszkę dłuższą drogę, bo przyleciał
z wysp od Karoliny Ohfaciq:* Znowu przyniosły go do mnie kolorowe motylki:
W środku znalazłam kilka kosmetycznych dobroci, na które już
od jakiegoś czasu ostrzyłam pazurki – dwa produkty z Benefit, które dołączane
były jakiś czas temu do Glamour w Wielkiej Brytanii czyli masakrę Bad Gal i bazę
rozświetlającą That Gal, Lip Boom z MUA, Lakier z Nails Inc, Lip and Cheek tint
z TheBodyShop, pojedynczy cień z Elf i Balsam do ust z Figs and Rouge. [Ten ostatni
znalazł się też w tym miesiącu w GlossyBoxie dlatego znalazłam mu już nową
właścicielkę;)]
Oczywiście w środku znalazłam też kolejną przecudownej urody
kartkę z życzeniami. Karolciu dziękuuuję Ci za wszystko z całego ser ducha jeszcze
raz!:*
Na koniec bonus, którym zaskoczył mnie mój M. Nie wiem, co
go naszło ale zamówił mi żel w Avonie.
Ot tak bez okazji. (bo prezent
urodzinowy jest dopiero w drodze:P)